Ognista konstrukcja dla entuzjastów
Test obudowy Cubitek Tattoo Fire
Spis treści
Montaż jest bardzo wygodny i przebiega całkiem sprawnie. Spora ilość luk w taccy pozwala na łatwe zarządzanie kablami i prowadzenie ich z tyłu obudowy. Trochę trudno dostępne są dwa otwory boczne, przez co nie uda nam się ukryć wszystkich przewodów.



W obudowie mieszczą się nawet najdłuższe karty graficzne na rynku. Nie ma również problemów z podłączeniem zasilania PCI-E.
Zasilacz montujemy na dole obudowy - możemy to zrobić zarówno wentylatorem skierowanym do dołu, jak i do góry. Jest to bardzo wygodne i praktyczne roziwązanie.


Dysk twardy umieszczamy w dwóch plastikowych płozach, żeby za chwilę wsunąć całość do czerwonej, obróconej klatki. Napęd optyczny montujemy poprzez zdjęcie panelu frontowego, wyłamanie czerwonej zaślepki i wsunięcie odtwarzacza. Następnie w środku musimy zabezpieczyć go za pomocą plastikowych zatrzasków. Wszystko trzyma całkiem dobrze.

Obudowa została zaprojektowana tak żeby zimne powietrze było wciągane przez wentylator 140 mm z przodu obudowy, a następnie wyciągane (po ogrzaniu się) za pomocą wentylatora z tyłu i na górze Tattoo Fire. Dodatkowo od spodu zimne powietrze będzie przedostawało się do wewnątrz, żeby chłodzić PSU.




Wentylator świeci bardzo sympatycznie. Jego światło nie jest męczące dla oczu.


33968
8

0
Komentarze
farciarz
2011-02-14 22:32:58
Irwander
2011-02-15 01:41:02
Kamirp
2011-02-15 20:25:33
Mikellle
2011-02-17 10:40:03
Warwyko76
2011-02-17 13:36:52
nimrag
2011-02-18 20:58:18
Sroka
2011-02-27 19:22:41
nimrag napisał:
Pantheon z nowej recenzji o niebo lepszy :)
Hoplite jeszcze lepszy :P
~Krystian
2011-05-17 15:10:50